Panuje powszechne przekonanie, że kobiecy wytrysk trudno osiągnąć. Występuje on bowiem w wyniku pobudzania punktu G, który często określany jest mianem Świętego Graala kobiecej rozkoszy.

Według legendy wielu szukało, a tylko jednemu chłopcu o czystym sercu i duszy udało się znaleźć ten święty kielich. Porównanie do Graala nie jest całkowicie przypadkowe.

Święty kielich darował nieśmiertelność temu, kto go odnalazł, tak jak i kobiecy ejakulat, który według tantry niesie ze sobą niezwykłą moc uzdrawiania i dodawania sił witalnych (z sanskrytu amrita oznacza boski nektar i jest to termin używany do określenia właśnie kobiecego wytrysku).

Prawdą jest również, że punkt G dla wielu osób jest nieuchwytnym, a nawet mistycznym miejscem na mapie kobiecego ciała. Nie jest to jednak obszar niemożliwy do zlokalizowania. Być może Twoje dotychczasowe doświadczenia ze znalezieniem tego magicznego punktu były nieudane, ale nie ma co się zniechęcać.

Wystarczy wiedzieć, gdzie i jak szukać, uzbroić się w cierpliwość, być gotową na nowe doświadczenia i ciekawą własnego ciała. A przede wszystkim należy uwolnić się od presji i oczekiwań, zarówno swoich, jak i partnera.

Czym jest właściwie kobiecy wytrysk
Do tej pory istnieje spór w nauce, dotyczący tego, czym tak naprawdę jest wydzielina wydobywająca się z kobiecej cewki moczowej wskutek erotycznej stymulacji i silnego podniecenia.

Prof. Gary Schubach, znany i ceniony amerykański seksuolog, który przez wiele lat prowadził badania nad kobiecym wytryskiem, stwierdził, iż występują dwa jego typy.

Różnią się one zarówno obfitością, jak i wyglądem. Pierwszy typ to niewielkiej ilości mlecznobiała wydzielina, która pochodzi z kobiecego odpowiednika prostaty (tak, istnieje taki, o czym będzie mowa dalej), a drugi to obfity, wodnisty, najczęściej przezroczysty, bezwonny płyn pochodzący z pęcherza.

Również w drugim przypadku odnotowano mlecznobiałe wydzieliny wokół cewki moczowej, które zawierały antygen PSA - antygen specyficzny dla prostaty, obecny również w męskim ejakulacie, który dowodzi w tym przypadku o kobiecym wytrysku.

Czy to z pewnością ejakulat a nie mocz?
Jednakże nie dla wszystkich naukowców występowanie antygenu PSA w wydzielinie jest wystarczającym dowodem na uznanie jej za kobiecy wytrysk. Istnieją teorie, wedle których kobieca ejakulacja to nic innego jak squirting czyli opróżnianie pęcherza wskutek silnego podniecenia seksualnego.

Dr Beverley Whipple, seksuolożka i współautorka głośnej książki “The G Spot and Other Recent Discoveries About Human Sexuality” asekuracyjnie przyznała miano kobiecego ejakulatu jedynie niewielkiej ilości wydzielinie o mlecznobiałym zabarwieniu, uznając inny rodzaj płynu za wcześniej opisany squirting.

Również media często dodają oliwy do ognia interpretując badania po swojemu. Przyświeca im bowiem cel większej poczytności czy oglądalności. Tak też było w przypadku badania dr Samuela Salama, francuskiego ginekologa, który przeprowadził je na siedmiu kobietach. Mimo, iż w 5 na 7 przebadanych próbkach zidentyfikowano antygen PSA, niektóre media skupiły się wyłącznie na dwóch pozostałych wynikach przyciągając czytelników chwytliwym tytułem zrównującym kobiecy ejakulat z moczem.

Na reakcję opinii publicznej nie trzeba było długo czekać. Media społecznościowe zalały wpisy z hashtagiem #NotPee (wolne tłum. „to nie jest siku”), w których oburzone kobiety i mężczyźni opisywali swoje doświadczenia z kobiecym wytryskiem, będących potwierdzeniem jego istnienia. Przekaz kobiet oraz ich partnerów jest jasny – wydzielina podczas kobiecej ejakulacji to z pewnością nie jest mocz.

Nie odpowiada ona bowiem standardowo produkowanemu przez pęcherz płynowi zarówno pod względem zapachu, smaku i konsystencji. Co więcej doświadczone kobiety potrafią rozróżnić parcie na pęcherz podczas oddawaniu moczu, od ucisku wyzwalającego kobiecy ejakulat. Trudno jednak przekonać naukowców do osobistego, niemożliwego do uchwycenia w laboratorium, indywidualnego odczucia towarzyszącego temu erotycznemu doświadczeniu.

Kobieca prostata
Cóż, nie jest do końca jasne, z punktu widzenia nauki, czy gruczoły Skenego, które znajdują się pomiędzy pochwą a cewką moczową, można nazwać kobiecą prostatą. Pewne jest jednak, że gruczoły te produkują płyn, który pod względem składu jest zbliżony do męskiego ejakulatu oraz, że powstały one z tej samem tkanki zarodkowej, co męska prostata.

Pozostawiając rozważania naukowe na boku, pozostańmy, dla ułatwienia przekazu, przy wymiennej nazwie kobiecej prostaty i gruczołów Skenego, a dokładnie rzecz ujmując gruczołów przedsionkowych mniejszych.

Gruczoły Skenego znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie z punktem G. A zatem pobudzenie tego najwrażliwszego miejsca kobiecego ciała będzie wiązało się z równoczesną stymulacją kobiecej prostaty. Warto podkreślić, że każda kobieta ma prostatę i nawet jeśli posiada jej szczątkową formę, to będzie ona zdolna do produkcji ejakulatu (zob. badania Milana Zaviacić’a, słowackiego naukowca).

Ukrwienie ciał gąbczastych wokół cewki moczowej oraz nagromadzenie się ejakulatu w wyniku erotycznego pobudzenia powoduje wzrost ciśnienia i wypchnięcia wydzieliny na zewnątrz. W teorii brzmi prosto? Przejdźmy do praktyki!

Od czego zacząć
Każdą erotyczną przygodę warto zacząć od postawienia sobie pytania czy naprawdę jest się ciekawym swojej seksualności i czy chce się ją zgłębić, czy nie jest to aby wynik presji np. ze strony partnera czy chęci udowodnienia samej sobie swoich seksualnych umiejętności.

Warto podkreślić, że osiągnięcie wytrysku jest możliwe bowiem wtedy, gdy kobieta daje sobie do tego wewnętrzne przyzwolenie, jest rozluźniona i spokojna, ma odpowiednią przestrzeń, zaufanie do siebie i głębokie przekonanie, że wszystko co się wydarza i jak reaguje jej ciało jest w porządku.

Właśnie dlatego osiągnięcie wytrysku jest tak trudne. Niewiele kobiet potrafi przezwyciężyć własne blokady związane ze sferą emocjonalną, wstydem i strachem przed brakiem kontroli nad własnym ciałem. A w tym przypadku trzeba swojemu organizmowi zaufać i czekać z zaciekawieniem dokąd nas zaprowadzi.
Przygodę z kobiecym wytryskiem warto zacząć w pojedynkę. Dlaczego? By dobrze poznać swoje ciało, znaleźć punkt G, bez presji, rozpraszania, w zgodzie z własnym rytmem. Gdy wiemy czego szukać, łatwiej poinstruować partnera podczas wspólnych zabaw. Sprawą pierwszorzędną jest więc zbudowanie silnej i czułej relacji z własnym ciałem. Następnie przechodzimy do części praktycznej.

Wiedzę o kobiecej anatomii nie tyle trzeba czerpać szczegółowo z książek, ile z własnych obserwacji. Warto więc obejrzeć własną pochwę/cipkę/muszelkę (nazwij ją jak chcesz) siedząc przed lustrem, a potem przejść do jej wewnętrznych partii w poszukiwaniu punktu G. Kobiety, które mają silne mięśnie dna miednicy, poprzez ich napięcie, w łatwy sposób otworzą wejście do pochwy i ukażą jej ścianki.

W przypadku problemów z mięśniami Kegla nieocenioną pomocą będzie konsultacja z fizjoterapeutą urologicznym, gdyż od stanu tych mięśni zależy proces ejakulacji.

Punkt G – jak go znaleźć
Co prawda punkt G u różnych kobiet znajduje się w różnych miejscach (każdy jest bowiem zbudowany inaczej, dotyczy to również wewnętrznych narządów intymnych), jednakże stosunkowo łatwo go znaleźć. Dobra wiadomość jest taka, że jak raz się na niego natkniemy, to z pewnością nie przegapimy go już przy następnej okazji.

Zacznijmy jednak od początku. Punkt G to nie magiczny, pojedynczy guziczek a cały obszar, strefa erogenna umiejscowiona na przedniej ścianie pochwy (od strony cewki moczowej), zazwyczaj ok 3-5 cm od jej wejścia.

Ten wypukły obszar, którego kształt przypomina jajko, jest niezwykle podatny na dotyk i powiększa się podczas stymulacji. Dzieje się tak za sprawą omawianych już gruczołów Skenego wytwarzających ejakulat.

Warto wiedzieć, że punkt G różni się w dotyku od pozostałych miejsc wewnątrz waginy. Jest wypukły i szorstki, nigdy gładki. Takiego też miejsca szukamy, najpierw oglądając wnętrze pochwy, a następnie dotykając je palcem, nawilżonym lubrykantem.
Jeśli pierwsza próba nie przyniosła efektów, nie należy się zniechęcać. Być może dopiero kolejne podejście okaże się sukcesem. Zależnie od stanu pobudzenia i podniecenia powierzchnie punktu G uwydatnia się a bruzdy, zmarszczki i zgrubienia zyskują na intensywności.

Wiedzieć trzeba, że do punktu G przylega górne ramię łechtaczki, a zatem jej stymulacja wpłynie również na pobudzenie tego delikatnego obszaru wewnątrz kobiecego ciała.
Potwierdzeniem prawidłowego zlokalizowanie punktu G jest jego powiększenie, które postępuje wraz z pobudzeniem mechanicznym i wzrostem podniecenia. Możliwe jest w tym momencie uczucie parcia na pęcherz, co jest skutkiem wydzielania przez gruczoły Skenego ejakulatu. Kobiety najczęściej zaciskają w tym momencie mięśnie w obawie przed nietrzymaniem moczu, co niweczy osiągnięcie wytrysku.

Rozluźnienie się i przezwyciężenie skurczu mięśni jest szansą na przeżycie niesamowitych, oczyszczających i wyzwalających doznań, które niesie ze sobą kobiecy wytrysk.

Stymulacja palcem stymulator łechtaczki na szklanej dłoni

Pierwsze próby pobudzenia punktu G warto zacząć od stymulacji palcem. W ten sposób najlepiej wyczujemy własne ciało i zlokalizujemy właściwe miejsce. Podstawowym i najbardziej znanym ruchem palca to „ruch zapraszający”. Palec wskazujący lub środkowy zaginamy w kształt litery C i muskamy ściankę pochwy opuszkiem palca.
Możemy również przesuwać palec od brzegu do brzegu punktu G, kreśląc na nim kołyskę (kształt uśmiechu) lub wkładając dwa palce, ułożyć je w kształt litery „V”, jednocześnie stymulując oba boki jajeczka i leciutko ściskając jego wybrzuszenie. Rodzaj stymulacji zależy od osobistych preferencji. Równie dobrze można kreślić okrężne ruchy opuszkiem palca po strefie G.

Nie ma jednej uniwersalnej metody na pobudzenie tego wrażliwego i czułego na dotyk obszaru. Warto wypróbować wiele sposobów. Gdy brak nam pomysłu, można sięgnąć po książkę „Kobieca ejakulacja i punkt G” Deborah Sundahl, która zawiera masę ćwiczeń uwrażliwiających punkt G. W internecie dostępne są również instruktaże w formie filmików jej autorstwa.

Gadżety erotyczne
Gdy wiemy już, gdzie nasz punkt G się znajduje lub przeciwnie nie możemy go zlokalizować ze względu na brak jego wyraźnego wybrzuszenia, spowodowanego niewystarczającym pobudzeniem, warto sięgnąć po gadżety erotyczne do stymulacji punktu G, by skuteczniej pracować nad kobiecym wytryskiem.
Zdeterminowana eksploratorka własnego ciała może wykorzystać specjalnie zaprojektowane wibratory z zagiętymi i wyprofilowanymi główkami, które celnie trafiają w delikatny obszar wewnątrz kobiecego ciała, traktując go pełnymi rozkoszy, delikatnymi falami wibracji.
Wśród nich dostępne są klasyczne modele, takie jak np. Vedo Gee Plus oraz ich podrasowane odpowiedniki, które wyposażone zostały w dodatkowe wypustki np. do masażu łechtaczki czy anusa, tak jak w przypadku Triple G-spot Vibrator od Sweet Smile lub Dual Massager od Pillow Talk.

Świetnym urozmaiceniem ręcznej stymulacji są również nakładki na palce i masażery które dzięki wypustkom lub wibracjom wzmacniają stymulację strefy G, zobacz np. masażer na palec Fifty Shades of Grey lub Finger Vibrator TOUCHÉ od Adrien Lastic. Można również wykorzystać klasyczne sex gadżety, które mamy pod ręką. Wszystko zależy od tego, jaki rodzaj stymulacji działa na Ciebie! Budowa każdego ciała jest inna, tak jak jego podatność na różnego rodzaju bodźce! Niektóre kobiety wolą delikatną stymulację, inne potrzebują mocniejszych doznań. Eksploruj więc do woli w poszukiwaniu najlepszego rozwiązania dla własnego ciała!

Pozycje seksualne
Po pierwszych samodzielnych próbach, jeśli i partner chce dołączyć do wspólnego odkrywania meandrów kobiecej seksualności, można próbować wywołać kobiecy wytrysk podczas stosunku. Najczęściej wskazuje się, że najlepszą metodą stymulowania punktu G podczas seksu jest pozycja misjonarska czyli klasyczna pozycja, w której kobieta leży na plecach, a jej partner klęczy lub stoi nad nią.

Warto unieść podczas penetracji kobiece biodra, np. podsuwając pod nie poduszkę lub unosząc je przez partnera, gdyż ułatwi to dostęp do przedniej ściany pochwy, gdzie punkt G się znajduje. Idealna może okazać się również pozycja od tyłu lub gdy kobieta leży na plecach z nogami opartymi na ramionach partnera. I w tym wypadku istnieje zasada, by się nie zniechęcać i szukać odpowiedniego ułożenia ciała, tak długo, jak będzie to konieczne. Ważne, by towarzyszyła temu radość z samego faktu wspólnych poszukiwań.

Do kobiecego wytrysku warto podejść jak do podróży, a nie celu samego w sobie. Najlepsze, co możemy zrobić to rozluźnić się, zaufać swojemu ciału i wyszeptać w myślach - za radą wspomnianej już Deborah Sundahl - „Let it flow”, tj. „Niech płynie”!